wtorek, 10 listopada 2009

Przykro mi, bo dowiedzialam sie wczoraj, ze w tym tygodniu koncza sie juz zajecia w naszym przedszkolu. Podobno musza przygotowac sie do swiat, ktore za przeciez dopiero za poltora miesiaca! Przykro mi ze wzgledu na Lenke, ktora juz sie tak dobrze tam czula i ciagle domagala sie chodzenia do "kola" Nagralam w zeszlym tygodniu na kamere fragment zajec, w ktorym dzieci spiewaja razem z pania. Przez caly tydzien musialam puszczac Lence ten kawalek, a ona spiewala, tanczyla razem..ze soba w telewizorze. Wczoraj na zajeciach szalala, bo juz wszystkie piosenki swietnie znala i wiedziala, gdzie trzeba przyklasnac, gdzie podskoczyc itd itd. No i teraz nagle koniec, nie ma zajec w przedszkolu, jak to powiedziec dwuletniej dziewczynce?
Musze znowu zaczac szukac jakichs innych zajec, znalazlam juz pare miejsc w internecie, ale wszystkie sa polozone daleko od nas i bedzie trzeba tam dojezdzac, a to juz cala wyprawa tutaj...eh, a juz myslalam, ze wszystko jest ulozone i zaplanowane. Wybralysmy sie dzisiaj rano z Lena do Lumpini Park. Lena obudzila sie o 7.00 (to wczesnie), wiec pomyslalam, ze jeszcze bedzie w miare chlodno. Po godzinie bylysmy mokrusienkie i mimo, ze park jest bardzo przyjemny, nie bylysmy w stanie dluzej wytrzymac i wrocilysmy do domu. Schlodzilysmy sie w basenie i liczylam na przyjemne, ostatnie zajecia w przedszkolu. Naladowalam juz nawet aparat, zeby porobic zdjecia, kiedy nagle zadzwonil telefon i pani odwiadczyla mi, ze zajec dzisiaj nie bedzie. Wiem, ze te moje problemy wydaja sie blahe, ale trudno tutaj sobie zaplanowac dzien, tak zeby dziecku bylo dobrze, zeby nie padlo z nudow, a ja razem z nim...

Czekam niecierpliwie na wieczor, kiedy to znajomy rodzicow ma przywiesc dla nas paczke z domu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz