sobota, 14 listopada 2009

Safari

Wybralismy sie dzisiaj razem z Marka znajomymi z pracy, w tym z Koreanka Janu, na calodniowa wycieszke do odleglego o jakas godzine drogi od Bangkoku Safari World. Pierwsze 40 minut zwiedzania polegalo na tym, ze jezdzilismy samochodem po wielkim parku przypominajacym rzeczywiscie safari i ogladalismy rozne dzikie zwierzeta. Byly zebry, wielblady, zyrafy, lwy i tygrysy i jeszcze cala masa innych, ktorych nazw nawet nie znam. Potem wybralismy sie do czesci zwanej Marine Park na pokaz sloni, ktory jednak niezbyt nam sie podobal, bo nie roznil sie niczym od cyrkowej tresury. Slonie graly w pilke, malowaly trabami obrazy, chodzily po linie, a wszystko w towarzystwie glosnej muzyki i rozwrzeszczanego prowadzacego, ktory co i raz wybuchal szyderczym smiechem. Patrzylam na te slonie szturchane co i raz przez treserow kijem ze szpikulcem i jakos nie bylam w stanie podzielac entuzjazmu tlumu, ktory siedzial na widowni. Na pokazie klimatyzacji nie bylo, wiec wszyscy zgodnie postanowilismy szukac jakiegos chlodnego pomieszczenia, zeby nie doprowadzic do calkowitego rozplyniecia sie. Po drodze do restauracji spotkalismy orangutana, ktory calowal mnie po rekach. Wpadlismy tez na chwile do zyraw i karmilismy je bananami i galazkami. Mielismy tez przyjemnosc obcowania z pieknymi, kolorowymi papugami, ktore jadly nam prosto z reki. Oprocz tego byly tez krokodyle, foki, miski polarne (chyba najbardziej spocone niedzwiedzie polarne swiata), weze itd itd. Lenka z wielkim zainteresowanie ogladala zwierzatka, poniewaz "son" juz jej nie straszny, tym razem troche bala malpki i papug, ale dzielnie walczyla ze swoim lekiem. Bardzo jej sie podobaly zebry i nawet wolala do jednej z nich przez okno: zebro, zebro, chodz tutaj. Poza tym swietnie sie bawila razem z Janu, po pierwszych chwilach oniesmielenia znowu ganialy sie co sil w nogach, spacerowaly trzymajac sie za rece, a w drodze powrotnej siedzialy razem z samochodzie, spiewaly i kolorowaly obrazki. Janu podobno pytala swoja mame, dlaczego Lena ma takie jasne wlosy.
Przyjechalismy do domu po 17 i Lena byla tak zmeczona, ze zasnela bez kolacji kwadrans przed 19, ciekawe o ktorej sie jutro obudzi..
Bardzo nam sie safari podobalo, zrobione rzeczywiscie z rozmachem, swietnie zorganizowane, na ogromnym terenie, z duza iloscia atrakcji. Jedyne co nie przypadlo mi do gustu to te pokazy tresowanych zwierzat. Oprocz sloni byly jeszcze foki, malpy i delfiny, ale juz sie nie zalapalismy niestety...a moze wlasnie stety.
Gdyby ktos chcial sobie poogladac strone, to bardzo prosze: www.safariworld.com

a tu nasze zdjecia: http://picasaweb.google.pl/lena.kucharska/SafariWorld?authkey=Gv1sRgCLfbsJCyxbuQugE#

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz