Mareczek czekal na nas na lotnisku zaraz przy wyjsciu z samolotu, wiec nie musialysmy sie juz martwic szukaniem naszych walizek, ich transportem itd itd. Lenka od razu rzucila sie Tatusiowi w ramiona.
Na lotnisku panowal mily chlod, za to po wyjsciu na dwor dopadlo nas gorace i oblepiajace powietrze. Mamusiu, nie spodobaloby Ci sie :) Wsiedlismy w taksowke i w 20 minut bylismy na miejscu.
Mieszkanie mamy duze z dwoma sypialniami i z dwoma lazienkami, z pieknym widokiem na zielen! i na basen. Niestety wlasciwie bez przerwy musi dzialas klimatyzacja, bo inaczej nie da sie wytrzymac. Wybralismy sie wczoraj wieczorem na spacer po okolicy, "zwiedzilismy" najblizsze centrum handlowe i zrobilismy najpotrzebniejsze zakupy. Zeby przejsc przez ulice trzeba sie najpierw wdrapac na bardzo wysoki wiadukt, a potem oczywiscie z niego zejsc. Srednia atrakcja dla matki z dzieckiem... Lena zasnela w drodze do domu na moich rekach . Myslelismy, ze przespi cala noc, ale niestety o 22 obudzila sie radosna jak skowronek i gotowa do zabawy. Co bylo potem, nie wiem, bo zasnelam ;)
Dzisiaj glownie leniuchowalismy, ja dosypialam, a Lena nadrabiala stracony czas z Tata. Popoludniu odwazylismy sie wyjsc na zewnatrz, popluskalismy sie w basenie, Lena szalala na placu zabaw.
Wieczory w Bangkoku sa zdecydowanie przyjemniejsze niz reszta dnia. Marek pokazal nam gdzie jest przedszkole miedzynarodowe, do ktorego chcialabym chodzic z Lena na zajeciach dla maluchow. Pierwsze spotkanie juz we wtorek, ciekawe jak nam pojdzie.
Nasz corka wzbudza ogolny zachwyt wsrod Tajow. W centrum handlowym czulismy sie niemal jak moj Tata w miejscu publicznym ;). Wszyscy na nas patrzyli, odrywali sie od pracy i pokazywali sobie Lenke palcami, co bardziej smiali podchodzili i zagadywali (Marek twierdzi, ze po angielsku), a nawet probowali glaskac. Lena w pewnym momencie sie rozszalala i poslala jednej pani buziak z dmuchnieciem (kto zna, ten wie o co chodzi;).
Z nowosci roznych:
pierwsza rzecz, jaka mnie zadziwila juz w toalecie na lotnisku, to sedesy.. mhmm jakby to opisac, zeby nie napisac zbyt wiele? Sedesy sa zawsze pelne wody..nie, juz chyba wiecej nie napisze, zostawie to Waszej wyobraznie.
druga sprawa, to panie, ktore sprzataja u nas w mieszkaniu. Dzisiaj przyszlo do nas 5! bosych pan i zabraly sie za sprzatanie. Robia wszystko, odkurzaja, myja, czyszcza, zmywaja naczynia, zmieniaja codziennie posciel, reczniki i na koniec robia dziubki na papierze toaletowym.
To chyba tyle dzisiaj, jutro Marek idzie do pracy i zostajemy sam na sam z Bangkokiem.
sciskamy wszystkich i chetnie wyslemy pare stopni ciepla do Polski.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz